SPREJ NA KOMARY

 

To już piąta część serii o Lisku i Prosiaczku z niezakręconym ogonkiem. Wypełniona tym samym, miejscami absurdalnym humorem, nazwami wprost ze słowotwórczej, zwariowanej wyobraźni, bawi podobnie jak poprzednie tomy. Wystawia również na próbę oko czytelnika – niemal dziecięce, pośpieszenie „nabazgrane” rysunki momentami szokują.

Prosiaczka ugryzł komar. Na dodatek w takie miejsce, że sam nie może się podrapać. Z pomocą przychodzi Lisek, który przy okazji serwuje przyjacielowi wykład na temat… słoniowych bąków, bardzo skutecznych w walce z komarami. Co zrobić, gdy nie można kupić puszki z takim „repelentem”? Należy samodzielnie wymieszać odpowiednie składniki i stworzyć domowej roboty sprej. Szybko okazuje się, że lodówka Liska to wyborne miejsce do wyszukiwania śmierdzących produktów. Nasz bohater nie przywiązuje bowiem uwagi do dat ważności. Sprej gotowy! Wyszedł jeszcze bardziej smrodliwy niż wspomniany słoniowy „specyfik”. Pytanie tylko, czy działa! Lisek i Prosiaczek postanawiają wypróbować mieszankę. Sukces jest spektakularny, choć później przynosi nieoczekiwane skutki. Pojawia się coś zatrważającego, co przydaje się w krzyżówkach, boi się wody i sprawia, że komary nie wydają się już tak straszne.

Uśmialiśmy się przy czytaniu tej zwariowanej historii. Naciągane teorie i wymysły Liska, łatwowierność i niemal podane „na tacy” emocje Prosiaczka, nazwy wyssane z palca (słyszeliście o śmierdalamerze, sowosójkosowie lub rekinie rodzkiewkowym?), szalone ilustracje… Zabawa jest przednia! Jeśli lubicie takie nieoczywiste i zakręcone opowieści, sięgnijcie po ten tom. Zanurkujcie również w pozostałe części tej norweskiej serii (ich recenzje znajdziecie na blogu tutu). Polecamy!

Sprej na komary

Teksty: Bjørn F. Rørvik

Ilustracje: Per Dybvig

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Wydawnictwo: Druganoga