CUD BOŻEGO NARODZENIA

 

Gdy byłam mała niepisaną tradycją w mojej rodzinie było tak zwane „oglądanie szopek” w pierwszy lub w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Chodziłam z rodzicami od jednego krakowskiego kościoła do drugiego i podziwiałam misterne konstrukcje. Najbardziej fascynowały oczywiście elementy ruchome. Z dziecięcą radością podziwiałam ten mikroświat skupiony wokół betlejemskiej stajenki. Wspomnienie to odżyło teraz, gdy przeczytałam razem z moimi chłopcami Cud Bożego Narodzenia, piękną i wzruszającą książkę Julianny Wołek.

Ocean literatury dziecięcej obfituje w publikacje związane ze świętami, Mikołajem, choinką i wigilijnym wieczorem. To niezwykle wdzięczne tematy, a ilość wydawanych co roku tytułów, w których „przewijają się” wymienione motywy, przyprawia o zawrót głowy. Mamy w naszej biblioteczce całkiem spory zapas tego typu historii, jednak Cud Bożego Narodzenia wędruje na pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu najpiękniejszych świątecznych książek dla dzieci. Autorka zwraca bowiem uwagę czytelnika na najważniejszy, coraz częściej pomijany wymiar tego, co wydarzyło się ponad dwa tysiące lat temu w Betlejem, a także tego, co dzieje się również dziś w ludzkich sercach.

Anielka mieszka z babcią. Jej rodzice wyjechali za granicę do pracy. Jest wigilia. Stół już nakryty czeka na gości, przygotowane potrawy nęcą zapachami… Dziewczynka nie cieszy się jednak z nadchodzących świąt. Niespokojna czeka na mamę i tatę. Nagle dzwoni telefon i wydarza się coś najgorszego: to rodzice informują babcię, że nie przyjadą na wigilijną wieczerzę. Pryska magia Bożego Narodzenia. Anielka wybiega z domu. Jest zrozpaczona. Przez kolejne rozdziały śledzimy jej tułaczkę po zimowym mieście: park, spotkanie z dziwnym nieznajomym, restauracja, wreszcie – wnętrze bazyliki ojców Franciszkanów. Anielka zatrzymuje się przy ruchomej szopce. Gdy była całkiem mała wraz z rodzicami i dziadkami odwiedzała to miejsce w każde Boże Narodzenie. Teraz jest jednak inaczej: dziadek umarł, mama i tata zostali za granicą. Dziewczynka wybucha płaczem, a gdy po pewnej chwili przeciera pełne łez oczy, nie może uwierzyć w to, co dzieje się dookoła niej…

Kolejne wydarzenia i napotkani ludzie kierują Anielkę prosto do Źródła. Choć wątpiła i rozżalona podważała cud narodzenia Zbawiciela, sama stała się teraz głosicielką prawdy o zstąpieniu Boga w progi betlejemskiej stajenki. Jej podróż obfituje w liczne rozmowy, odrzucenie, brak zrozumienia. Dziewczynka nie ustaje jednak w poszukiwaniach. Biegnie wytrwale do celu. W końcu dociera tam, gdzie jej serce odzyskuje spokój, radość i zostaje napełnione bezgraniczną miłością.

Przyznam się, że ogromnie wzruszyły mnie kulminacyjne sceny tej pięknej opowieści. Historia małej Anielki zapada głęboko w czytelnika, skłania do refleksji i odkrycia na nowo, czym jest cud Bożego Narodzenia. Wiara wymaga pielęgnacji, a książka Julianny Wołek jest doskonałym środkiem do realizowania tego zadania.

Publikacja ta została starannie wydana (twarda oprawa, sztywny, elegancki papier). Zdobią ją fantastyczne ilustracje autorstwa Sary Tchorek. Pełne ciepła, otulone magiczną aurą rysunki wzbogacają treść i przyciągają wzrok odbiorcy. Spora czcionka ułatwia dzieciom przygodę z samodzielną lekturą.

Gorąco polecam Wam ten tytuł. Jego fabułę można interpretować na kilku poziomach. Można snuć rozważania o wierze, można dociekać, co w tej opowieści wydarzyło się naprawdę. Można w trakcie wspólnego czytania obserwować dziecięce reakcje (szczere, autentyczne) na tę wzruszającą historię. Wreszcie – można wkroczyć w najważniejszy wymiar wigilijnej nocy: podążyć za Anielką do Domu Chleba i spotkać kruche, maleńkie Dziecię – większe niż cały wszechświat…

Cud Bożego Narodzenia

Tekst: Julianna Wołek

Ilustracje: Sara Tchorek

Wydawnictwo: Wołek i Osiołek

Liczba stron: 80

Książka do kupienia tu.