ŁATKA I JA

Budująca opowieść na miękkie uczucia

 

Przygotowałam zdjęcia, stworzyłam nowy plik pod notatki i… utknęłam. Jak bowiem właściwie zrecenzować tytuł, który przemawia najbardziej do serca i najgłębszych zakamarków duszy, który trzeba „poczuć” samodzielnie? W jaki sposób zaprezentować książkę, która jest jak wehikuł czasu, porywający dorosłego odbiorcę do jego własnej krainy dzieciństwa, oraz jak najczystsze lustro odbijające przeżycia, emocje i nieposkromioną wyobraźnię małego czytelnika? To niełatwe zadanie. Cudownie zilustrowany picturebook autorstwa Beatrice Alemagna od pierwszych stron gra bowiem na strunach wrażliwości i uczuciach adresata, pobudzając go do jego własnych, subiektywnych przemyśleń. Warto odkrywać go osobiście i we własnym tempie. Po swojemu dobierać interpretację pasującą do obecnego stanu ducha – zarówno tego obecnego, jak i tego z dalekiej przeszłości…

Łatka i ja ląduje w moich dłoniach. Przyjemna w dotyku obwoluta eksploduje kolorami. Zaglądam z ciekawości pod spód i od razu otwieram szerzej oczy, chłonąc fluorescencyjne barwy twardej oprawy. Sprawdzam tylną część okładki i odkrywam niezwykle budujący cytat, który jest zapowiedzią tego, co czeka na mnie w środku. Wspierający drogowskaz na przyszłość, wzmacniający wiarę w siebie i ułatwiający przetrwanie tego, co w życiu bywa trudne. W sam raz na teraz, na później… Przepisuję go sobie na małą karteczkę – nadaje się bowiem idealnie do powieszenia nad biurkiem.

Zanurzam się w kolejne rozkładówki, chłonąc ilustracje oraz wielopoziomową, choć niezwykle prostą fabułę. Odkrywam drobne smaczki, mrugnięcia okiem do czytelnika, jak choćby dobrze znany napis nad sklepową wystawą z książkami. Uśmiecham się, doceniając te zgrabne zabiegi, które pozwalają jeszcze bardziej zbliżyć się do jądra całej opowieści. Zaintrygowana rozpoczynam lekturę. Obserwuję, jak mała bohaterka upada na chodniku i rani się w kolano. Do akcji wkracza tata dziewczynki, który opatruje ranę. Mogłoby się wydawać, że sprawa jest zakończona. Nic bardziej mylnego…

Strupek na kolanie obejmuje we władanie kolejne strony, stając się prawdziwą zmorą dla jego rudowłosej posiadaczki. Dziewczynka martwi się. Z początku nie potrafi bowiem poradzić sobie z nową sytuacją. Przedtem wyglądała inaczej. Teraz jej nogę szpeci „obrzydliwy strup”. Pojawia się strach. Na szczęście mała bohaterka nie zostaje sama z tą sytuacją. Są przy niej rodzice, którzy cierpliwie tłumaczą córce, przez jakie etapy musi przejść jej rana, aby w tym miejscu pojawiła się w końcu zdrowa skóra. Dziewczynka dostrzega blizny i zranienia u innych dzieci, lecz ona sama uważa, że jej rana jest „najgorsza na świecie”.

W końcu nadchodzi etap akceptacji obecnego stanu. Strupek otrzymuje nawet swoje imię (Łatka), a posiadając już własną tożsamość, wspomagany nieokiełznaną wyobraźnią dziewczynki, zaczyna rozmawiać ze swoją właścicielką. Dziewczynka i jej Łatka jadą do dziadków, którzy nie zwracają w ogóle uwagi na to drobne zranienie na kolanie wnuczki. „Pewnie widzieli już zbyt wiele zranień w swoim długim, długim życiu”. Zatrzymuję się dłużej na tym fragmencie, który pozwala czytelnikowi płynnie przejść z jednego, podstawowego poziomu fabuły na ten głębszy, tkwiący w przenośni i w najdalszych zakamarkach duszy, w świecie wspomnień oraz własnych doświadczeń.

Dziewczynka zaprzyjaźnia się z Łatką. Traktuje ją nawet jak najlepszą powierniczkę. Pewnego dnia strupek odpada. Mała bohaterka początkowo nie cieszy się z tego faktu. Tyle czasu zajęło jej przecież zaakceptowanie Łatki. Zżyły się ze sobą. Każda rana w końcu jednak się goi, czas ją zabliźnia i leczy. Pozostają wspomnienia, błyszczące ślady przeszłości. Miejsce po Łatce staje się pamiątką po tym, co było.

W tej historii można bez trudu odnaleźć fragmenty własnych doświadczeń. Można sięgnąć pamięcią do ran z przeszłości, zarówno tych fizycznych, jak i psychicznych, spojrzeć na nie nieco inaczej, wyciągnąć nowe wnioski, dostrzec w nich budulce własnej tożsamości. Wszystko to dzieje się w otulającej, bezpiecznej przestrzeni tej pięknej i świetnie wydanej książki. Puste miejsca na rozkładówkach zachęcają do przerw na własne przemyślenia, do zanurzenia się w siebie. Dają czytelnikowi czyste pole do „działania”, pozwalają na utulenie tego, co może nie jest jeszcze wygojone, lub przeminęło i nie zostało właściwie przepracowane, naładowane pełną życzliwości akceptacją. Hipnotyzujące kolorami ilustracje, powstałe z połączenia kilku technik (gwasz, farby olejne, kolaż, kredki woskowe), wyglądające niczym dziecięce rysunki. Ten zabieg jeszcze bardziej zbliża małego czytelnika do całej opowieści, a dorosłemu odbiorcy ułatwia podróż do krainy dzieciństwa.

Nie dziwię się, że tytuł ten zyskał tyle nagród (ich lista znajduje się na skrzydełku obwoluty), a sama autorka błyszczy na oceanie dziecięcej literatury (nominowana m.in. do Nagrody im. Hansa Christiana Andersena i Nagrody Literackiej im. Astrid Lindgren). To tytuł-plasterek, książka idealna do domowej biblioteczki-apteczki, publikacja w sam raz do gabinetu terapeuty, pozycja wielowymiarowa, otwierająca pole do licznych interpretacji, rozmów z dzieckiem, a także do własnych przemyśleń. Najgoręcej polecam Wam tę wyjątkową historię. Absolutnie nie można przejść koło niej obojętnie.

Książka do kupienia tu: https://levyz.pl/shop/latka-i-ja-budujaca-opowiesc-na-miekkie-uczucia

Łatka i ja

Tekst i ilustracje: Beatrice Alemagna – https://www.beatricealemagna.com

Tłumaczenie: Maria Kabat-Krzosek

Wydawnictwo: Heritage by Lévyz 

Liczba stron: 48

współpraca reklamowa

Czy ta recenzja okazała się przydatna? Chcesz, aby więcej wpisów tego typu pojawiło się na Oceanie Baśni? Zapraszam do wsparcia! Kawa to zawsze dobry pomysł 🙂.

buycoffee.to/oceanbasni 

buycoffee.to/oceanbasni