TU, A MOŻE GDZIEŚ…

 

Mój dziadek pracował na kolei. Był też złotą rączką – potrafił zreperować wszystko i często chodził po domach likwidować różne awarie. Gdy przynosił jakiś zepsuty piecyk do domu lub konstruował coś według własnego pomysłu – przesiadywałam koło niego i obserwowałam, jak sprawnie manewruje narzędziami. Podawałam mu śrubki oraz nakrętki. Lubiłam te chwile. Teraz, dzięki książeczce Tu, a może gdzieś…, te wspomnienia ożyły.

Niesamowite przygody nakrętki, haczyka, kapsla i śrubki zaczynają się w… kosmosie. Uwaga małego czytelnika zostaje zogniskowana na jednej konkretnej galaktyce, na jednej planecie – Ziemi, na jednym miasteczku, na małym domku, wreszcie – na podłodze. To tu poznajemy pierwszego bohatera całej opowieści – malutką nakrętkę, która marzy o tym, aby ktoś wreszcie potraktował ją jak diament. Zbuntowana rusza w świat. Wkrótce dołączają do niej haczyk i kapsel. Przemierzają wspólnie ogromne połacie podłogi oraz dywanu, napotykają różne domowe sprzęty i podziwiają otaczający ich świat. Z odwagą skaczą w przepaść ze stołu wprost do wody. Od tej pory wydarzenia nabierają rozpędu. Jest zwariowana podróż rurami, jest ogłuszający huk na ulicy i niespodziewane lądowanie w dziecięcej piaskownicy, która w oczach trójki przyjaciół urasta do rangi Sahary. Trawa wydaje się być dżunglą. Wkrótce spotykają na swojej drodze starą, zardzewiałą śrubkę i – już we czwórkę – ruszają dalej. Co by się stało, gdyby zostali, gdyby nie zrobili tego pierwszego kroku? Z pewnością nie ujrzeliby zachodzącego słońca, nie mogliby podziwiać pełni księżyca. To podróż w nieznane przyniosła im w prezencie te wszystkie wrażenia. Zmęczeni przyjaciele zasypiają w napotkanym pudełku po zapałkach. Budzi ich głos dziecka, które w błyszczącej nakrętce zobaczyło diament – prawdziwy skarb, który trzeba zabrać do domu. Grupa się rozdziela – do dziecinnego pokoju trafiają śrubka i nakrętka. Haczyk i kapsel ruszają dalej. Być może dziecko zgubiło po drodze te dwa przedmioty? A może ich przygoda jeszcze się nie skończyła? Być może nie znaleźli jeszcze swojego miejsca na ziemi? Trzymamy za nich kciuki.

Dzieciństwo to czas, w którym najzwyklejsze rzeczy zyskują nowe funkcje. Do zabawy wystarcza czasem zwykły patyk, kamyk czy śrubka, aby przenieść się w świat wyobraźni. Niesamowite historie snują się same, bez żadnego wysiłku. Tak było, gdy byłam mała. Tak jest teraz, gdy obserwuję moich synów, którzy potrafią w zwykłym przedmiocie dostrzec coś niesamowitego.

Wydawnictwo Tekturka wyłowiło kolejną perełkę z baśniowego oceanu. Książka Suvi-Tuuli Junttila, niezwykle prosta, operująca zdjęciami i niewielką ilością tekstu, może z łatwością przenieść dorosłych do krainy dzieciństwa, a małych czytelników nakierować na nowe możliwości. Gdy moi synowie zapoznali się z historią nakrętki, kapsla, śrubki i haczyka, od razu zapragnęli stworzyć swoje własne wersje tej opowieści. Świetnym pomysłem ze strony wydawnictwa było dołączenie do przesyłki pudełka po zapałkach kryjącego czwórkę przyjaciół. Oczywiście wybuchły spory o ten nowy „skarb”, jednak wkrótce wszystkie przedmioty zostały sprawiedliwie rozdzielone i „ruszyły” w nowy świat – tym razem w naszym domu, w naszej wsi, w naszym kraju, na planecie, w galaktyce…

Tu, a może gdzieś… (czyli niesamowite przygody nakrętki, haczyka, kapsla i starej śrubki)

Tekst i ilustracje: Suvi-Tuuli Junttila

Wydawnictwo: Tekturka

Liczba stron: 56