SEKRET SPRZEDAWCY ROWERÓW

 

Poznajcie sekret pewnego sprzedawcy rowerów z Saint-Céron. Utalentowany mechanik i znawca dwóch kółek, Rudolf Taburin, skrywał go bardzo długo i uchodził w swoim miasteczku za kogoś zupełnie innego niż był w rzeczywistości. Pod maską wesołka chował się wrażliwiec dźwigający ciężar pewnej tajemnicy. Od razu uprzedzam – nie zdradzę Wam, o co chodzi 😉 . Sama też tego nie wiedziałam, gdy wzięłam do ręki najnowszą książkę Jeana-Jacquesa Sempégo. Zachowujemy element zaskoczenia.

Jean-Jacques Sempé, znany przede wszystkim jako ilustrator serii o Mikołajku, w swojej autorskiej książce zaprasza czytelników do niewielkiego francuskiego miasteczka Saint-Céron. Mieszkał tam Rudolf Taburin, słynący z niezwykłej wprost smykałki do rowerów. Potrafił naprawić każdą usterkę (rzućcie okiem na zabawną scenkę z pewnym starszym klientem i jego „opornym na górkach” jednośladem). Dzięki niemu na rowery w tej okolicy mówiło się „taburyny”. Jak się okazuje mieszkańcy Saint-Céron z chęcią nadawali nazwy pewnym produktom od nazwisk ulubionych fachowców lub sprzedawców. Nic więc dziwnego, że po zjedzeniu solidnej porcji „froniardów” można było założyć „bifaje” i wybrać się na przejażdżkę „taburynem”. Wróćmy jednak do naszego bohatera. Szybki skok w przeszłość pozwala nie tylko zapoznać się z momentem narodzin sekretu Rudolfa Taburina, lecz również nabrać sympatii do tego wrażliwego i romantycznego jegomościa, który na zewnątrz wciąż starał się zachować pozory wesołka i żartownisia. Śledzimy jego miłosne perypetie, niezdarne próby ujawnienia skrywanej tajemnicy, aż wreszcie docieramy do momentu, w którym w życiu tego wybitnego mechanika pojawił się Herweusz Figougne, fotograf. Na wykonywane przez niego zdjęcia wkrótce zaczęto mówić „figunie”. Herweusz i Rudolf szybko się zaprzyjaźnili. Jak się później okazało, nie tylko życiem Taburina rządził skrywany od dawna sekret. Okoliczności powstania pewnego dynamicznego i porywającego zdjęcia stały się wkrótce momentem spustowym w całej opowieści. Czytelnik odkrywa tajemnicę Herweusza, a pokrętny ciąg zdarzeń przynosi Rudolfowi i jego rodzinie rozgłos, choć on sam wcale tego nie oczekuje. Nie ma już maski wesołka i choć opływa w „radość i bogactwo” nie jest szczęśliwy. Sekret wciąż go gnębi. Wreszcie nadchodzi ta upragniona chwila. Jesteśmy świadkami radosnego momentu, w którym również Rudolf pozbywa się ciężaru ukrytego w sercu, a śmiech w uzdrawiający sposób oczyszcza mechanika z jego największej „życiowej usterki”.

Sempé za pomocą kilku kresek i w niezwykle lekki sposób potrafi oddać klimat każdej sceny. Zabawne postaci kontrastują z niekiedy poważnie brzmiącymi tekstami. Nieco komiksowy charakter warstwy graficznej podkręca tempo fabuły: zestawienie zróżnicowanych rysunków z wartko płynącą akcją sprawia, że Sekret sprzedawcy rowerów czyta się jednym tchem, od deski do deski. Nie ma czasu na przerwy. Czytelnik gna do przodu (zupełnie jak Taburin na „taburynie” w pewnej kluczowej scenie), aby jak najszybciej poznać zakończenie całej opowieści.

Polecam Wam gorąco tę książkę. Coś dla siebie znajdą w niej zarówno młodzi, jak i dorośli czytelnicy. Historia Rudolfa Taburina skłania do rozważań. Nieważne jest to, co myślą o nas inni. Zdecydowanie ważniejsze są wybory, jakich dokonujemy, oraz to, jakimi ludźmi jesteśmy. Bycie w czymś gorszym niczego nie przekreśla. Wady, które w sobie dostrzegamy, mogą z czasem stać się naszymi zaletami, a pozorną przegraną da się przekuć w zwycięstwo.

Sekret sprzedawcy rowerów

Tekst i ilustracje: Jean-Jacques Sempé

Tłumaczenie: Magdalena Talar

Wydawnictwo: Znak Emotikon

Liczba stron: 112