PROJEKT BARNABEK

 

Trzymałam mocno kciuki za ten tytuł, gdy tylko zobaczyłam go w oryginale. Marzyłam, żeby pojawiła się polska wersja i… oto ona! Pięknie opisany, koncertowo zilustrowany, cudownie wydany i maksymalnie poruszający – Projekt Barnabek. „Mamo, dasz mi tę książkę na zawsze i będziesz mi czytała ją codziennie?” – zapytał mój młodszy syn, gdy skończyliśmy lekturę. Potem nastąpiła twórcza eksplozja polegająca na rysowaniu kolejnych stworków-bohaterów poznanej właśnie opowieści. Publikacja ta zrobiła na nas ogromne wrażenie. Została dopracowana w każdym calu i w każdej możliwej warstwie.

Barnabek powstał z połączenia myszy i słonia. To malutkie stworzonko mieszka w podziemnym laboratorium ciągnącym się pod sklepem zoologicznym „Zwierzę Doskonałe”, oferującym zmodyfikowane genetycznie zwierzątka. Barnabek nigdy nie trafi jednak na sklepowe półki. Zarówno on, jak i jego towarzysze są Nieudanymi Projektami: niewystarczająco milusimi lub za mało puchatymi. Nie spełniają wyśrubowanych kryteriów stworzonych na potrzeby klientów. Cała gromadka niechcianych, zmodyfikowanych stworków spędza swoje życie uwięziona pod ciasnymi kloszami stojącymi w Magazynie Nieudanych Projektów. Barnabek ma jednak marzenia. Jego przyjaciel, karaluch Pip, opowiada mu o świecie na powierzchni. Myszosłonik pragnie wolności. Chce zobaczyć drzewa, jezioro i „góry skrzące się od gwiazd”. Barnabek posiada w sobie wielką wiarę i spore pokłady optymizmu, pomimo tego, że sytuacja, w której się znajduje, jest fatalna. Na kloszach wszystkich stworków pojawia się pieczątka z napisem „PORAŻKA”, co jest jednoznaczną wytyczną do dalszych działań. Barnabek i jego przyjaciele zostaną… przerobieni! Muszą spełnić wymagania ludzi. Ale nasz bohater nie chce zmieniać swojego wyglądu. On pragnie być sobą, a nade wszystko – chce być wolny! Trzeba działać! Ucieczka to jedyna szansa dla niego i wszystkich jego przyjaciół. Myszosłonik rozbija swój klosz w dość ciekawy sposób, a potem uwalnia resztę stworków. Rozpoczyna się szalona wyprawa obfitująca w niezwykłe wydarzenia. Jaki finał ma ta historia? Czy ekipa Barnabka zdoła umknąć Zielonym Skafandrom? Sprawdźcie koniecznie i sięgnijcie po tę niezwykłą, fantastycznie zilustrowaną książkę. Mój młodszy syn nie mógł się od niej oderwać.

Dzieło braci Fan zrobiło na nas ogromne wrażenie. To publikacja przemyślana pod każdym względem. Poruszający tekst łączy się z genialnymi ilustracjami. Świetnie dobrane kolory współgrają z poszczególnymi miejscami opisanymi w książce. Jakość wydania również zachwyca (twarda oprawa z błyszczącym uszlachetnieniem na kloszu Barnabka, elegancki papier, szyty grzbiet).

Ludzie nie zostali tu przedstawieni w dobrym świetle. Zatrważa fakt, że eksperymentują na zwierzętach, chcąc stworzyć pupila doskonałego. Zasmuca sytuacja, w której konsumenci oczekują od sprzedawcy i producenta idealnych produktów – takich, które wpisują się w trendy, są podkręcane przez marketing i generują wysoką sprzedaż. Cała sprawa dotyczy przecież żywych, czujących organizmów! Moi chłopcy bardzo przeżyli tę historię. Nie obyło się bez dodatkowych rozmów, ukazujących, jak wielki wpływ na świat przyrody mają ludzie, i jak bardzo my – odbiorcy – decydujemy o tym, co się wyhoduje i co wyprodukuje, aby spełniać nasze, czasem zbyt wygórowane potrzeby. Historia ta jest równocześnie jedną wielką pochwałą wolności, przyjaźni (stworzonka działają wspólnie i mogą na siebie liczyć) oraz wiary we własne marzenia. Akceptacja tego, kim jesteśmy, a także potrzeba pozytywnych zmian to potężny oręż w walce z przeciwnościami. Malutki Barnabek – myszłosłonik uwielbiający ser i fistaszki – daje nam niezwykle cenną lekcję… Gorąco polecam!

Ocean meets Sky – kolejny tytuł barci Fan czeka na blogu.

Projekt Barnabek

Tekst i ilustracje: Terry, Eric i Devin Fan (The Fan Brothers)

Tłumaczenie: Joanna Wajs

Wydawnictwo: Skład Papieru 

Liczba stron: 74