O FRETCE, KTÓRA DAŁA SIĘ PORWAĆ WIATROWI

 

Fretka nigdy nie wychodzi z domu. Za bardzo się boi. Nikogo do siebie nie zaprasza, z nikim się nie spotyka. Strach rządzi jej życiem, a ona podporządkowała mu się całkowicie. Jest tchórzofretką, a „jak się ma tchórza w imieniu, to trudno nie być strachliwym”. Do czasu…

Życie Fretki przewraca się do góry nogami za sprawą gołębia, który jest listonoszem. Nie myślcie jednak, że dostarcza naszej bohaterce jakąś niespodziewaną przesyłkę. Nic z tych rzeczy. Wpada do niej… za potrzebą, a przez nieuwagę zostawia swoją torbę z listami. Fretka postanawia wystawić kłopotliwą zgubę za drzwi, aby listonosz już więcej się u niej nie pojawił. Wtedy jednak wiatr bierze sprawy w swoje „ręce”. Porywa Fretkę z domu i zostawia samej sobie w kilku kolejnych miejscach.

Najpierw tchórzliwa podróżniczka spotyka ćmę, która sądzi, że jest królową zwierząt. Skrzydlata „monarchini” niczego się nie boi oprócz… tego, co inni o niej pomyślą. Fretka – mimo własnych lęków – pomaga jej. Wiatr porywa tchórzofretkę dalej, wrzuca wprost na lodową krę i odlatuje. Tu dochodzi do spotkania z pingwinem, zawsze zakładającym najgorsze. Fretka – choć czuje podobnie jak nowy znajomy – pomaga mu. Postanawiają razem dla odmiany „założyć najlepsze”, a wtedy dzieją się cuda. Później wiatr przenosi Fretkę wprost pod nogi… strusia. To nieśmiałe i małomówne stworzenie wciąż chowa głowę w piasek. Fretka – choć sama też lubi się chować przed całym światem – pomaga mu i zabiera go na przyjęcie, które zaczyna się dość niefortunnie, lecz ma wspaniały finał. Kolejne spotkanie jest dość przerażające. Fretka ląduje obok lwalwicy. Całe szczęście, że są już po obiedzie i nie lubią podjadać między posiłkami! Szybko okazuje się, że nawet odważna i silna lwica się czegoś boi. Towarzyszy jej strach o własne potomstwo. Prawdziwa królowa zwierząt daje Fretce cenną lekcję. „Tylko głupcy niczego się nie boją”. Najważniejsze, aby – pomimo lęków – iść dalej, żyć pełnią życia.

Po tej niesamowitej wyprawie wiatr zanosi Fretkę do domu. Okazuje się jednak, że nie jest to już to samo przytulne schronienie, jakie opuszczała. Następuje kolejne nieoczekiwane wydarzenie, które jeszcze bardziej zmienia życie Fretki. Nie obawiajcie się jednak o nią. Jest jeszcze lepiej.

Zachwyca mnie ta prosta, lecz niezwykle wartościowa opowieść. Wartka akcja porywa jak wiatr. Ciekawe gry słowne, wplecione misternie w dość obfitą (!) tkankę tekstu, cieszą czytelnika. Znamy te zabiegi choćby z Marvina tej samej autorki. Wiatr ma na przykład „porywczy charakter”, rozwiewa „chmury i wątpliwości”. Całość zdobią urocze ilustracje Marty Kurczewskiej z elementami przypominającymi wycinanki z gazet. Moją faworytką jest ćma. Koncertowo oddany charakter postaci! Małe szczegóły (jak choćby książka Wielka podróż, którą na początku czyta Fretka), cenne w kontekście późniejszych zdarzeń, podkręcają ten rysunkowy patchwork, połączony z piękną historią i starannym sposobem wydania (twarda oprawa, szyty grzbiet).

Polecam Wam gorąco ten tytuł, który uczy małego czytelnika, że strach ma czasem wielkie oczy. Warto mierzyć się z naszymi lękami, a jeśli nawet część z nich pozostanie – nic nie szkodzi. Trzeba pamiętać słowa lwicy. Warto dać się czasem „porwać”. Kto wie, co może się dzięki temu wydarzyć…

O fretce, która dała się porwać wiatrowi

Tekst: Marta Guśniowska

Ilustracje: Marta Kurczewska

Wydawnictwo: Wilga 

Liczba stron: 64