NA JOWISZA! UZUPEŁNIAM JEŻYCJADĘ

 

Jesteście wiernymi fanami twórczości Małgorzaty Musierowicz? Wspaniale! Ta publikacja będzie zatem dla Was niczym wisienka na torcie. A może dopiero zaczynacie przygodę z Jeżycjadą? Jeśli tak – ten tytuł usystematyzuje świat rodziny Borejków i pozwoli Wam poznać samą autorkę. Nie zetknęliście się w ogóle z tą serią? Nic nie szkodzi. Zanurzcie się śmiało w nowość z wydawnictwa Egmont – nietypową autobiografię Małgorzaty Musierowicz, która na bazie poznańskich Jeżyc utkała niezwykły cykl cieszący się powodzeniem od ponad czterdziestu lat.

Na początku był zachwyt nad objętością. Ta książka ma swoją wagę! Dosłownie! A taka liczba stron (344), twarda oprawa, szyty grzbiet i niezbędna wstążeczka-zakładka zapowiadają bogate, arcyciekawe wnętrze. Kolejne zaskoczenie – alfabetyczny układ całości. Forma leksykonu jest w tym przypadku jak najbardziej uzasadniona. Trudno lepiej zestawić obok siebie treści, które tak różnią się stylem i tematyką. Czasami są to cytaty, czasem rysunki z anegdotami. Innym razem natrafiamy na listy, wycinki, a przede wszystkim na wspomnienia autorki związane z nią samą, jej dzieciństwem, rodziną, znajomymi, twórczością, Jeżycami… Do tego dochodzą również zdjęcia zrobione przez Emilię Kiereś, córkę Małgorzaty Musierowicz, oraz fotografie z rodzinnych albumów. Ta barwna mozaika słów i elementów graficznych musiała zostać jakoś okiełznana, a alfabetyczny układ sprawdził się przy tym wyśmienicie.

Zaczynamy od mapy Jeżyc, usytuowanej na wyklejce. Dzięki temu możemy odnaleźć się jakoś w przestrzeni, która tak często gości w tej książce. We wstępie autorka podkreśla, że wszelkie inspiracje do kolejnych powieści czerpie z głowy i stara się unikać podobieństw do jej własnego życia. Gdy zagłębicie się jednak w ten leksykon – od razu zobaczycie (podobnie jak autorka we wstępie), że wiele zdarzeń, szczegółów czy nietypowych przyzwyczajeń bohaterów Jeżycjady nie wzięło się z powietrza. „(…) cokolwiek człowiek tworzy, nieodmiennie musi wyrastać z tej gleby, z której on sam wyrósł” – pisze pani Małgorzata. I tak jest w istocie. Od absztyfikantów, odwiedzających rodzinę Borejków, po żółty zeszyt od Stanisława Barańczaka (brata autorki), elegancko wydany skarb, który trafił w ręce powieściowej Bebe B. Inspiracja prawdziwym życiem, ludźmi, miejscami przeniosła się w pewnym stopniu na karty Jeżycjady, co sprawia, że cała seria jest tym bardziej ciekawa. W końcu nie wzięła się znikąd, można podróżować jej śladami, można szukać w poszczególnych fikcyjnych zdarzeniach i osobach śladów z życiorysu ulubionej autorki.

Czytając Na Jowisza!… można się poczuć jak krytyk kulinarny. Pod nos podtykane są coraz to lepsze smaczki. Mam oczywiście swoje ulubione litery w tym jeżycjadowym, pysznym menu. B jak balkon przypomina mi moje dzieciństwo i chwile spędzane na balkonie starej kamienicy. Niestety – mój nie był bogaty w tak piękne detale, jak balkony na Jeżycach. B jak bezrobocie pozwoliło zagłębić się w początki twórczości autorki i odszukać odpowiedź na dręczące pytanie „Jak to się wszystko zaczęło?”. C jak cytowanie rozśmieszyło i przypomniało mi, że w naszym domu również pojawiały się takie słowne figle. Z kolei samo F jak „Figle, psoty” zainspirowało do zanurzenia się we wspomnienia o moich własnych dziadkach. G jak gen rudowłosych wyjaśniło, dlaczego rodzina Borejków miewa włosy w płomiennym kolorze. K jak kamienica Borejków (ach to drzewo!) spotęgowało chęć na spacer po poznańskich Jeżycach. K jak Kazuko Tamura sprecyzowało, skąd wziął się japoński ślad w serii. M jak maszyna do pisania wywołało łezkę w oku. Sama miałam w domu takie czarne cudo! O jak obcięcie warkocza wydobyło z otchłani pamięci fryzjerskie szaleństwa z mojego dzieciństwa. P jak papierowe królewny przypomniało, że sama się takimi laleczkami bawiłam, rysowałam im stroje i wycinałam je potem ostrożnie, aby nagłym ruchem nożyczek nie pozbyć się „zakładeczek”, które trzymały ubranko na miejscu. R jak receptariusz pojawiający się w Jeżycjadzie oraz w życiu samej autorki przywodzi mi na myśl poplamiony i pożółkły zeszyt z przepisami, z którego korzystamy w naszym domu od kilkudziesięciu lat. S jak Siemczyno spowodowało powrót myślami do moich własnych wakacyjnych miejscówek. W jak wieżyczka jeżycka uzmysłowiło, że spacerując po jakimś mieście warto podnieść głowę do góry. Urzekające detale architektoniczne czekają na odkrycie. Z jak zakładanie książek porusza temat ulubionych zakładek, które ja i moi chłopcy kolekcjonujemy wytrwale.

Haseł jest w tej książce zdecydowanie więcej. Powyżej umieściłam jedynie maleńką próbkę tego, co czeka na Was w obszernej publikacji stworzonej przez matkę i córkę. Po drodze dowiecie się, co Nutria zawdzięcza Czesławowi Miłoszowi. A to tylko jedna z wielu anegdot obecnych na kartkach tego leksykonu. Pięknie dziękujemy paniom Małgorzacie i Emilii za tę podróż w ich rodzinny świat. Mogę teraz ponownie ruszyć do czytania Jeżycjady: kolejny raz, choć jakby na nowo.

Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę

Tekst: Emilia Kiereś, Małgorzata Musierowicz

Ilustracje: Małgorzata Musierowicz

Wydawnictwo: Egmont

Liczba stron: 344