KROPKOZA

 

Jesień to czas idealny dla bakterii i wirusów. Atakują bez opamiętania. Ale takich chorób jak w Kropkozie jeszcze nie widzieliście. Prosiaczka z niezakręconym ogonkiem boli gardło. Czy Lis sprawdzi się w roli doktora? Trochę w to wątpimy, ale – mimo wszystko – kibicujemy tej dwójce, z którą zapoznaliśmy się w trzech poprzednich częściach zwariowanej serii stworzonej przez Bjørna F. Rørvika i Pera Dybviga.

Lis przystępuje do badania. Używa do tego chorobometru (zaskakująco podobnego do starej pompki rowerowej). Okazuje się, że Prosiaczkowi szwankuje fumf i konieczna jest operacja. Brzmi absurdalnie? Na tym polega cały urok przygód Liska i Prosiaczka. Wkrótce zbzikowany medyk zyskuje miano najgłupszego lekarza na świecie, a pacjent odmawia zażycia szyszkiryny oraz paprochiny. Prosiaczek postanawia zdobyć na pocieszenie oranżadę i kokosanki od znajomej Krowy. Jak namówić ją, aby chciała poczęstować „chorego” tymi smakołykami? Potrzebny jest podstęp. Lis znajduje wyjście z sytuacji. Prosiaczek musi natychmiast zachorować na kropkozę. Kłamstwo goni kłamstwo i okazuje się, że na dodatek ma krótkie nogi (czy raczej… rogi?), a lekarz od siedmiu boleści wkrótce nie może opędzić się od nowych pacjentów. Z pomocą przychodzi chorobometr, który zyskuje całkiem nową funkcję. Szybko okazuje się, że nie tylko Lis oszukiwał. Finał całej historii (z tortem marcepanowym i oranżadą w tle) jest nad wyraz udany.

Nie doszukujcie się tu morałów i rzewnych, wzruszających momentów. Nie znajdziecie ich ani tu, ani w poprzednich trzech częściach. Nie ma też drugiego dna. Przygotujcie się na dobrą zabawę, abstrakcyjny humor słowny i sytuacyjny oraz sporą dawkę zwariowanych przygód podkreślonych dziwnymi, momentami mocno zakręconymi ilustracjami. Polecam!

Kropkoza

Tekst: Bjørn F. Rørvik

Ilustracje: Per Dybvig

Tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Wydawnictwo: Druganoga