DZIURA

 

Książki dla dzieci obfitują w najróżniejsze atrakcje: okienka, elementy przesuwane, dodatkowe rozkładówki, folie, przekładki… Niektóre publikacje mają powycinane nierówno strony, inne wpisują się w przestrzenną grupę pop-upów. Tymczasem Dziura, nowość z wydawnictwa Format, ma… dziurę przewierconą na wylot. Jest to dziura-sedno sprawy, dziura-zagadka, dziura-centrum fabuły.

Pierwsze stwierdzenie moich synów po lekturze całości: „Ten, kto napisał tę książkę, musiał mieć wiertarkę”. Coś w tym jest. Ta twórcza „wiertarka” przewierciła się przez autorski pomysł polegający na mianowaniu dziury elementem kluczowym  opowieści. W ten sposób powstała publikacja nietypowa i intrygująca zarazem.

Bohater stworzony przez Øyvinda Torsetera wprowadza się do nowego mieszkania. Po pewnym czasie zauważa dziurę, która pojawiła się przy drzwiach. Gdy próbuje się jej przyjrzeć z bliska – dziura się przemieszcza. Nie pozostaje nic innego, jak złapać krnąbrnego „intruza” do pudełka i zawieźć tam, gdzie zostanie przebadany. W drodze do laboratorium dziura z domu bohatera spoczywa bezpiecznie w pudełku. Jednak dziura wywiercona w książce nie próżnuje: zyskuje nowe zastosowanie. Jest literką w napisie, kołem, światłem drogowym, okiem, reflektorem samochodu, balonem… Pytanie, czy dziura na 100% tkwi jeszcze w pudełku? Może wcale jej tam nie ma? Może cały czas przeskakuje z miejsca na miejsce, a bohater tego nie dostrzega (w końcu jest pewien, że trzyma ją w pudle)? Odpowiedzi nie ma – pozostaje własna interpretacja. W laboratorium dziura zostaje wyjęta ze swojego tymczasowego, kartonowego więzienia. Staje się obiektem badań i eksperymentów na kolejnych stronach. Na koniec okazuje się, że dziwny obiekt musi zostać na obserwację. Bohater wraca do siebie bez dziury. Ale czy na pewno? Czy uwolnił się od „kłopotu”? Czy to było tylko chwilowe zawirowanie w jego życiu? Czy teraz będzie spokojniejszy? Czy pojawienie się dziury miało jakiś głębszy sens? Czy laboratorium pozostało miejscem jej ostatniego pobytu? Mamy swoje przypuszczenia, dyskutujemy o zasadności użycia dziury w Dziurze. Przymierzamy różne wytłumaczenia i sprawdzamy, czy pasują do całej historii. A Wy? Jak zinterpretujecie ten tajemniczy otwór?

Dziura to pierwszy tytuł tego norweskiego autora, jaki ukazał się na polskim rynku. Wcześniej z tą tajemniczą historią zetknęły się dzieci z 17 krajów. Bohater – dziwny Mulegutten – pojawia się jeszcze w innych publikacjach Torsetera. Trzymamy kciuki, aby ukazały się również w Polsce.

Książka została fantastycznie wydana: mega gruba tekturowa okładka, klejony i szyty grzbiet. Szczątkowy tekst, oszczędna kolorystyka – ten picturebook jest niezwykle surowy w swej formie. Pomysł z dziurą jest na tyle szalony i intrygujący, że broni się sam. Nie potrzebuje pstrokatej i bogatej w elementy oprawy.

Lubię takie nieoczywiste publikacje. Pozwalają czytelnikowi wnieść do treści własne przypuszczenia, szczyptę gdybania, garść uwag i spostrzeżeń, a przede wszystkim sporą dawkę interpretacji.

Polecam!

Dziura

Tekst i ilustracje: Øyvind Torseter

Tłumaczenie: Justyna Czechowska

Wydawnictwo: Format

Liczba stron: 64